Wyświetlam 1 - 10 z 71 notek

Nowy blog!

  • Napisane 2 lipca 2014 o 22:43

Hejo! Wiem, ze wiele osób nie zagląda juz na ten blog, ale wiedzcie, ze jestem Wam wdzięczna! Te ponad 20000 wejść to dla mnie nie lada uciecha! Założyłam nowy blog z opowiadaniem!

http://just-tell-me-the-truth.blogspot.com

Macie linka i czytajcie. Kocham was!

 

Bloggie :D

The end!

  • Napisane 11 maja 2014 o 16:36

Czeesć Kochani!

Niestety nadszedł już koniec… Koniec tego bloga. nie mam już takiej motywacji jak kiedyś, zarówno od Was jak i od samej siebie. Przepraszam Was bardzo, ale niestety. Już od dawna o tym myślałam i wreszcie podjęłam decyzję. Nie bądźcie na mnie źli. Piszcie w komentarzach co o tym myślicie. Jeszcze nie wiem, czy go usunę całkowicie, czy zostawię.

 

Bloggie :(

KONKURS!!!!

  • Napisane 27 kwietnia 2014 o 19:25

Więc tak… Obiecywałam Wam już dawno ten konkurs, ale jakoś nigdy do tego się nie zabrałam. Teraz stwierdziłam, ze czemu nie.  Zatem OGŁASZAM konkurs.

Konkurs będzie polegał na tym, że napiszecie One Shot, na dowolny temat. Napisane i odpicowane proszę mi je przesyłać na tego e-maila:

rozowamalina965@gmail.com

KONKURS WAŻNY DO DNIA: 11.05.2014 R. DO PÓŁNOCY!!!!!!!!!

Czekam z niecierpliwością co mi wyślecie i mam nadzieję, że chociaż ktoś wyśle.

Jeszcze jedno! Nagrody!

I miejsce: Przedpremierowy rozdział ^_^ i napisane specjalnie przeze mnie opowiadanie dla tej osoby.

II miejsce: 8 dedykacji do rozdziałów i 2 kolarze z dowolnymi zdjęciami wybranymi przez tą osobę.

II miejsce: 4 dedykacje i 2 kolarze z dowolnymi zdjęciami wybranymi przez tą osobę.

To chyba wszystko, mam nadzieję, że weźmiecie udział i wyślecie mi je. Powodzenia i do napisania!

 

Bloggie :D

Ty idioto!!! Zabiłeś mi kota!

  • Napisane 22 kwietnia 2014 o 14:35

PIERWSZY LIPCA 2014 ROK

Oczami Ally:

   Więeęc mamy znowu wakacje!!!! Ale się cieszę! Może opowiem w skrócie co się działo przez ostatnie 5 miesięcy?

Po wypadku długo dochodziłam do siebie, do tej pory moje nogi mnie bolą. Nie mogę sobie pozwolić na dłuższy wysiłek, bolą mnie na zmianę pogody, czyli czuję się jak stara babcia i jestem domową pogodynką. Po śmierci moich i Austin’a rodziców wiele się zmieniło… Otóż wyszło tak, że teraz ja mieszkam w Colorado, a on w Denver… Przestał się do mnie odzywać, wszystko co do tamtej pory stworzyliśmy poszło się, że tak powiem jebać!!! Wiecie jak płakałam kiedy się rozstawaliśmy? To było straszne… jednak pogodziłam się z tym i teraz on ma nową dziewczynę, a ja nowego chłopaka… Bardzo kocham Charlie’go <3

BUAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHA  ale Was wystraszyłam! Co nie? Spokojnie, spokojnie… Ochłońcie…

Dobraaa, to o dochodzeniu do siebie i wypadku to byłą prawdą, ale to z Austin’em nieee… Co prawda duuuużo się zmieniło, ale nie aż tyle żebyśmy się rozstali. W sumie to wyszło tak, że mieszkamy w innym mieście, ale razem. Po śmierci moich rodziców opiekę nade mną objęli moi dziadkowie. Austin’em zajął się jego dziadek.Mieszkamy w Los Angeles!!!!!!!!! Szczerze? Nie przypuszczałam, że to się tak potoczy. Na peeewno ktoś zapyta „A co z przyjaciółmi?”. To nie byli przyjaciele! Przed wyjazdem wszyscy nas wyśmiali! Nienawidzę ich!!!!! Strasznie mnie to zabolało kiedy powiedzieli mi, że jestem stuknięta i że nigdy dla nich nic nie znaczyłam. Byli dal mnie jak rodzeństwo, a tym czasem oni nie odwiedzili mnie ani razu w szpitalu. Na szczęście jesteśmy teraz w nowym miejscu, jednak przez cały ten czas siedziałam w domu i nikogo nie poznałam. Austin nawet nie miał zamiaru iść do szkoły, powiedział, że jeśli ja będę chodzić to on też. To słodkie, ale właśnie oboje mamy w plecy jeden rok nauki. Teraz i tak są wakacje, więc jest ok. Pamiętacie, że miałam kota? Może nie będę opisywać co się działo, tylko przytoczę jedną rozmowę:

JA: Ty idioto!!! Zabiłeś mi kota!

Jakiś facet: Laska spokojnie, kupisz sobie nowego.

JA: To nie jest telefon! To jest żywe zwierzę! Przynajmniej było! Zanim go rozjechałeś!

Facet: Mówię ci uspokój się.

Nie odpowiedziałam nic, tylko przywaliłam mu kulą. Koleś odjechał z wielką śliwą na oku, a ja opłakiwałam mojego kiciuszka „:( Szkoda mi go było, no ale co zrobić? Kota oczywiście, tamtemu byłabym bardziej wlała, ale pojechał.

To jest mniej więcej tyle, opowiedziałam w skrócie, teraz przechodzimy do bieżącego dnia.

~!~

Oczami Austin’a:

Byłą 8 rano, spałem sobie jak aniołek, kiedy ktoś wparował do  mojego pokoju i krzyknął:

-Wstawaj!

Zerwałem się jak poparzony, stanąłem na baczność i trzymałem rękę przy głowie. Przestraszyłem się, nie powiem, że nie. Przede mną stał mój dziadek i śmiał się ze mnie. Zmroziłem go wzrokiem i powiedziałem:

-Co się śmiejesz? Jest 8 rano, normalni ludzie już śpią!

-Chyba jeszcze.- Zasugerował.

-Już, jeszcze, jeden pies. Jak już mówiłem, normalni ludzie śpią.- Ignorując go schowałem się pod kołdrę.

-Wiesz, no to chyba twoja dziewczyna jest nienormalna, bo ona już nie śpi.

-CO?- Wypadłem z łóżka.

-No czeka na ciebie na dole.- Zaśmiał się.

-Boże muszę iść.- Chciałem to zrobić, ale mój dziadek mnie powstrzymał.

-Może byś się najpierw ubrał?- Spytał.

Spojrzałem w dół i faktycznie nie miałem na sobie ubrań… Szubko pobiegłem do szafy, wybrałem w miarę stosowne ubrania i poszedłem do  łazienki.  Szybko się ubrałem, poczesałem włosy i jak zwykle wypsikałem się swoimi perfumami. Zbiegłem na dół. W kuchni siedział mój dziadek, który rozmawiał z Ally.

-Cześć kochanie.- Przytuliłem ją, a później pocałowałem.

-Cześć. Nie jesteś zły, ze cię obudziłam?- Uśmiechnęła się słodko.

-Na ciebie? Nigdy.- Zaprzeczyłem i pocałowałem ją w policzek.

-Aj dzieci, dzieci.- Zaśmiał się dziadek.

-Co?- Zadziwiłem się.

-Nic… To co dzisiaj robicie?Ja tylko spojrzałem wyczekująco na Allyson. Ta również zerknęła na mnie i wzruszyła ramionami mówiąc:

-Ja nie mam pojęcia, dzisiaj ty myślisz.

-Hmmm.- Drapałem się po głowie.- Byłaś kiedyś ze mną w wesołym miasteczku?

-Chyba nie.- Zamyśliła się.

-No to pójdziesz. Zbieraj się.-Chwyciłem ją za rękę.

-A śniadanie?- Zmartwiła się.

-Zjemy na mieście.- Pocałowałem ją.

Ubraliśmy buty i wychodząc rzuciliśmy na odchodne:

-Paaa dziadku!

Obydwoje mówimy do niego tak, nie sprawia mu to jakiejś przykrości. Wręcz przeciwnie, cieszy się, że Ally tak go nazywa, zresztą ja też zwracam się tak do jej dziadków. Szliśmy powoli, trzymając się za ręce. Byłą dopiero godzina 9:30, więc nie było aż tyle ludzi na drogach. Wszyscy byli w pracy, czy coś w tym stylu. Było około 25 stopni, wiał łagodny wiatr, jednym słowem mówiąc: przyjemnie. Najpierw poszliśmy do takiej małej kafejki: Holidays. Droga zajęła nam około 15 minut.
Usiedliśmy przy stoliku.

-Co chcesz do jedzenia?- Spytałem.

-Hmmm.- Zamyśliła się.- Może… Wezmę sałatkę jajeczną i do tego sok pomarańczowy.

-Ok, za chwilę wracam.

Zamówiłem nam jedzenie, dla Ally wziąłem to o co mnie poprosiła, a dla siebie pierogi ruskie i cole.  Wróciłem do stolika, a nasze zamówienie już po chwili do nas dotarło. Ja jadłem moje pierogi ze smakiem, ale jak widziałem Ally, która „modli” się nad swoim jedzeniem to odechciewało mi sie jeść.

-Chcesz moje pierogi?- Podsunąłem jej talerz.

-Nieeee.- Zaprzeczyła.

-To co sie dzieje?- Złapałem ją za rękę.

-Trochę się nieswojo czuje.

-Czemu?- Zmarszczyłem brwi.

-Sama nie wiem.- Wzruszyła ramionami.- Jedzmy szybciej i chodźmy.

Dokończyliśmy nasze posiłki i ruszyliśmy w stronę wesołego miasteczka. Szliśmy powoli, doszliśmy tam na 10:30. Kupiłem nam karnety i tak zaczęła się zabawa. Kiedy zeszliśmy z karuzeli, usiedliśmy na ławce.  Rozmawialiśmy o wszystkim i o niczym, w końcu zacząłem nowy temat:

-Wyobrażasz sobie to? My, ja i ty żyjemy teraz w Los Angeles z naszymi dziadkami, jesteśmy parą, a oni traktuja nas tak jakbyśmy byli ich dziećmi. Jesteśmy szczęśliwi.- Rozmarzyłem się.

-Nie brakuje ci czegoś?- Popatrzyła mi w oczy.

-Masz coś na myśli?

-Mi na przykład brakuje przyjaciół. Co prawda zabolało mnie to co nam powiedzieli przed wyjazdem, ale brakuje mi tych wygłupów. Tak fajnie było.

-Też mi brakuje ich.

Cały czas o tym rozmawialiśmy, kiedy nagle przed nami ktoś się wywalił. Była to dziewczyna. Ally od razu zerwała się i jej pomogła.

-Boże nic ci się nie stało?- Spytała.

-Nie, chyba nie.- Otrzepała się z piachu.-Boże gdzie moja deskorolka?

-Tutaj.- Podałem jej.

-Dzięki. Jestem Avery Sopranies.- Podała nam rękę.

-Ja jestem Ally, a to mój chłopak Austin.- Przedstawiła nas.

-O, czyli faktycznie jesteście parą.- Wzruszyła ramionami.

-Czemu mielibyśmy nią nie być?

-Nie ważne.

Za chwilę podbiegłą do nas dwójka chłopaków. Od razu rzucili sie na Avery.

-Boże nic ci nie jest! Dzięki Bogu!

-Spokojnie chłopaki.- Wyściskała ich.

-Kto to jest?- Spytał się jeden z nich.

-A! To jest Austin, a to jest Ally. To jest mój brat Charls i kolega Tyler.

I tak w sumie zaczęła sie nowa przyjaźń. Spędziliśmy cały dzień razem, ja gadałem z chłopakami i dowiedziałem się, że oni też grają na instrumentach, a Avery uczyła Ally jeździć na deskorolce. Na koniec wymieniliśmy się telefonami i rozeszliśmy się do domów.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~*~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Heeej!!!

No i jest rozdział! Jak Wam się podoba?! Piszcie w komentarzach. Wiem, wiem, wiem… Zmieniłam całkowicie akcje! Teraz już nie ma starych przyjaciół, nie ma Miami, ani kiciuszka Puszka… Dlaczego? Dlatego, że jakoś tak. Ja z pisaniem mam tak, że nie mogę niczego planować, bo mi się coś odwidzi i tyle z tego wychodzi. Więc ten pomysł powstał pod wpływem chwili.

CZYTASZ=KOMENTUJESZ!!!!

BLOGGIE ;D

This is your new home.

  • Napisane 15 kwietnia 2014 o 17:57

Oczami Ally:
Obudziłam się w ramionach mojego chłopaka, co prawda gnieździliśmy się na jednoosobowym łóżku, ale mi i tak było wygodnie. Była godzina 8:2o.  Austin dalej spał, nie mogłam jeszcze wstać, bo czucie całkowicie nie wróciło. Przynajmniej nie wróciło na tyle, żeby poruszać się bez kul, albo pomocy kogoś. Nie mogłam już wytrzymać, więc zaczęłam szturchać Austin’a.

-Mnmb co jest?- Bełkotał.
-Obudź się już.

-Czemu?

-Bo na przykład chcę się umyć, a jak na razie to leżysz na mnie.- Zasugerowałam.

-Ahaaaa. Już wstaje.- Podniósł się z łóżka i dodał.- Chcesz, żeby zawołać pielęgniarkę?

-Możesz.- Uśmiechnęłam się.

Po chwili przyszła pielęgniarka, która pomogła mi się umyć. Była bardzo miła. Pytała się tez o mnie i Austin’a, opowiadała mi, że przez cały czas siedział przy mnie. „Jaki on kochany.”- Pomyślałam. Po porannej toalecie zjadłam to ohydne szpitalne jedzenie i prawie zwróciłam, ale Austin tak wciskał we mnie tą zupę, że musiałam. Posiedziałam parę godzin i o 18:00 przyszedł lekarz. Ja siedziałam już ubrana i czekałam na wypis.

-O widzę, że już się nie może pani doczekać.- Uśmiechnął się.

-Chcę już wrócić do domu. – Wtuliłam się w Austin’a.

-Spokojnie, spokojnie już daje pani wypis.- Wyciągnął do mnie rękę ze świstkiem.

-Dziękuje.

-Od teraz jest pani oficjalnie „wolna”.

-Hahah.- Zaśmiałam się.

Dostałam kule i Austin pomógł mi wyjść ze szpitala. Usiedliśmy przed budynkiem i rozmawialiśmy. Rozmawialiśmy tak jak wcześniej, czyli o wszystkim i o niczym. Starałam się na razie nie zaprzątać sobie głowy śmiercią moich rodziców. Wciąż gadaliśmy, kiedy podjechał jakiś samochód. Z niego wyszedł jakiś chłopak i Nicole. W ogóle go nie znałam.Martwiłam się, że go nie pamiętam. Podeszli do nas.

-Ally!- Ucieszyła się Nicole.- Boże jak ja się ciesze, że już jesteś.

Za nią stał ten chłopak, w ogóle go nie znałam. Uśmiechnął się do mnie szeroko, ja odwzajemniłam jego uśmiech. Kiedy juz Nicole mnie wyściskała on podszedł do mnie i powiedział:
-Cześć. Jestem William, ale proszę cię mów do mnie Will. Jestem jej chłopakiem, jakby co.- Wskazał na Nicole.

-Miło cie poznać.- Uśmiechnęłam się.

-To co, jedziemy?- Spytali równocześnie.

-Gdzie?

-No do domu?

Na dźwięk słowa „Dom” łzy napłynęły mi do oczu. Po policzkach pociekły słone łzy, a ja się totalnie rozkleiłam. Schowałam twarz w dłoniach, momentalnie przypomnieli mi sie rodzice. Czułam sie potwornie… Siostra Austin’a przykucnęła koło mnie i zaczęła gładzić mnie po głowie.

-Heeej. Nie płacz. Wszystko będzie dobrze. Zamieszkasz teraz z nami, nie będziesz się nudziła.- Pociągnęła nosem.- Proszę cię przestań płakać, bo za chwilę ja się rozpłacze.

Otarłam łzy i powiedziałam:

-Dobra, to jedziemy.

Chłopaki pomogli mi wejść do auta z tymi kulami i pojechaliśmy do „mojego” nowego domu. Kiedy weszłam Rosalie od razu się na mnie rzuciła krzycząc:

-Ally!

Przytuliłam ją i poszliśmy na górę. Nicole i Austin zaprowadzili mnie do mojego pokoju. Nawet nie wiedziałam, że tam jest jakiś dodatkowy pokój, przecież tyle razy tam byłam. Wyglądał cudownie, był całkowicie inny od mojego. Pewnie dlatego, że tyle razy mówiłam Austin’owi, ze nie podoba mi się mój pokój. Dobrze się w nim czułąm, ale był po prostu brzydki… Jedyne co mogłam wydusić to:

-Dziękuje.- Wtuliłam się w Austin’a.

-Nie ma za co.- Pocałował mnie w czoło i dodał.- To jest twój nowy dom.

Pomimo tego co sie stało, byłam szczęśliwa. Teraz będę mieszkać ze swoim chłopakiem i jego rodziną. To na prawdę fajnie. Ciekawe jak to teraz będzie. Nogi nie są aż tak sprawne, szkoła cały czas jest. Ja nie mogę sie praktycznie ruszyć z domu, muszę przyznać, że jakikolwiek ruch strasznie boli. Muszę to jakoś znosić, najbardziej się boję tego, że juz nigdy nie wrócą do takiego stanu jak były. Muszę chodzić na rehabilitację, ćwiczyć cały czas. Mogę juz nawet przestać liczyć na ukończenie szkoły, nie wiem z czego sie utrzymam. Te wszystkie myśli cały czas mną targały, męczyły mnie i dość często przyprawiały o silny ból głowy. Chciałam to jakoś odpędzić, ale sie nie dało… Jedynym lekarstwem na to był Austin, byłam mu taka wdzięczna za to, że ze mną był cały czas. To było nie do opisania. Wiecie jak to jest kiedy kogoś się kocha tak, że aż serce boli? Właśnie ja tak mam… Wiem, że jesteśmy oficjalnie ze sobą dopiero 2 dni, ale ja go kochałam wcześniej, tylko nie zdawałam sobie z tego sprawy. Rozmyślałam tak cały czas, kiedy Austin podszedł do mnie od tyłu, chwycił w talii i pocałował w policzek. Kiedy się umyłam i przebrałam w pidżamę włączyliśmy sobie z Austin’em film u mnie w pokoju, mój chłopak zrobił nam wcześniej frytki z ketchupem i ogólnie wszystko przygotował. Oglądnęliśmy „Drobna niedogodność”, i „Romeo i Julia”. Byłam trochę zdziwiona, że Austin oglądał ze mną te romansidła, ale nie narzekał. Poszliśmy spać około pierwszej w nocy, co prawda usnęłam w ramiona Austin’a…

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

 

No i jest!!! Długo czekaliście co nie? Jak dla mnie jest do dupy… Piszcie komentarze, to daje mi wielką motywację!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

 

Bloggie :D

How many times do I have to tell you Even when you’re crying you’re beautiful too

  • Napisane 1 kwietnia 2014 o 18:29

-Ally, nasi rodzice. Ich……już….nie…..ma…

-CO?- Zaniemówiła.

Nie odezwałem się już ani słowem, czekałem aż to sobie wszystko w głowie poukłada. Spojrzałem na nią, a ona zrozumiała. Że ich nie ma i nie będzie, że zostaliśmy sami i musimy sobie radzić. Zobaczyłem, że po jej policzkach ciekną wielkie, grube łzy. Chciałem ją przytulić, ale ona się ode mnie odsunęła. Zrozumiałem i po prostu usiadłem na krześle. Czekałem  aż ona się odezwie, minęło jakieś pół godziny wreszcie jęknęła:

-Dlaczego?

-Nie wiem, nie wiem…- Przytuliłem ją.

Teraz już się nie broniła.

Oczami Ally:

Wciąż płakałam, nie miałam już sił. Dlaczego wszystko się musi walić? Prawdopodobnie  już na zawsze straciłam czucie w nogach, moi rodzice zmarli i nie mam już nic. Wszystko co mi zostało to Austin…

-Kur** wszystko sie zjeb***!- Przeklinałam na świat.- Jak my sobie poradzimy?

-Za parę miesięcy będziemy już pełnoletni, przeprowadzisz się na razie do mnie i będzie dobrze. Damy sobie radę, zobaczysz.

-A co z nogami? Co jeśli już na zawsze straciłam czucie?- Załkałam.

-Nie możesz teraz tak myśleć.- Pocałował mnie.

Byłam za razem smutna i szczęśliwa, wszystko się waliło, ale on był przy mnie. Całował mnie tak namiętnie i czule, kochałam go… Kiedy się całowaliśmy do sali wszedł lekarz.

-Przepraszam.- Powiedział zażenowany.

Momentalnie się od siebie oderwaliśmy.

-Przepraszamy.

-No nic się nie stało. Więc proszę państwa mam dla Was dobrą wiadomość.

-Niech pan mówi.

-Z panią Allyson będzie wszystko dobrze. Zapadła pani w śpiączkę najprawdopodobniej dlatego, że organizm musiał się zregenerować. Będzie wszystko dobrze, czucie w nogach powinno wrócić po jakiś 24 godzinach, wtedy panią wypiszemy. Oczywiście pan Moon, będzie musiał teraz pani pomagać. na początku dostanie pani kule, ale wszystko będzie dobrze. Myślę, że jutro wieczorem będzie mogła pani iść już do domu.- Uśmiechnął się.

-To dobrze.- Odpowiedział smętnie.

-Opowiem pani taka historie, a może państwu. Z tego co wiem, to byli wasi rodzice.- Wziął krzesło i usiadł na nim okrakiem.- Więc, miałem chyba tyle lat co wy. Moje życie wydawało się cudowne, miałem przyjaciół, kochającą się rodzinę, dziewczynę po prostu wszystko co mogłem co wymarzyć. Jednak później okazało się, że moja mama zachorowała na raka mózgu i to był złośliwy typ nowotworu. wtedy zawaliło się wszystko, nie było szans na wyleczenie choć i tak szły na to ogromne pieniądze. Zrezygnowałem ze szkoły i poszedłem pracować, żeby moja rodzina miała co do garnka włożyć. Wszystkie moje pasje musiałem odstawić na bok, nie miałem normalnego życia. Po trzech miesiącach moja mama zmarła…- W tym miejscu z jego oczu popłynęły łzy.- Obwiniałem się za śmierć mojej mamy, nie mogłem sobie tego darować. Za jakiś czas mój ojciec dostał wylew krwi do mózgu, niestety nie  miał go kto uratować. Wyszło tyle, że pochowaliśmy rodziców w tym samym roku. Dziewczyna mnie zostawiła, a rodzeństwo się rozjechało po świecie. Nic nie było tak jak dawniej. Załamałem się, nie miałem już nikogo kto mógłby mnie pocieszyć. Nikt. Dopiero po 4 latach znalazłem prawdziwą miłość. Wcześniej wróciłem do szkoły, skończyłem studia i takim oto sposobem jestem tutaj i biadole wam o moich przeżyciach.- Wzruszył rękami.

-Ale co chcę pan przez to powiedzieć?- Spytałam z niedowierzaniem.

-Chciałem powiedzieć, żebyście wierzyli w miłość.- Powiedział to i wyszedł.

Z moich oczu znów zaczęły płynąć łzy. Nie mogłam sobie z tym poradzić. Byłam taka bezradna, winiłam siebie, Boga i wszystkich dookoła. Jedyną osobą, którą za to nie winiłam, był mój kochany Austin. Tak bardzo go kochałam i moja miłość nigdy nie wygasła. On był wtedy moja jedyną podporą, wszyscy przyjaciele, którzy do tej pory byli dla mnie najważniejsi stali się niczym. Nie chciałam nikogo widzieć, jedyną rzeczą jaką teraz chciałam, to być wypisaną ze szpitala. Pójść do domu, rzucić się na swoje łóżko, wtulić sie w poduszkę i płakać. Niczego więcej nie chciałam. Straciłam osoby, które najbardziej na świecie kochałam. Straciłam tych, na których tak bardzo mi zależało. W tej chwili dziękowałam Bogu, że on przy mnie był. Mój luby Austin. Z przemyśleń wyrwał mnie jego ciepły i dźwięczny głos:

-Alluś, no już. Proszę cię, nie płacz. Proszę.- Mówił mi głaskając mnie po głowie.

-Ale jak?

-Przytul się do mnie i wyobraź sobie, że jesteśmy gdzieś na łące i ty mnie gonisz, bo na przykład poczochrałem ci włosy, albo siedzimy na kanapie u mnie w domu i po prostu jesteśmy razem. Kocham cie i nigdy cię nie zostawię. Będzie dobrze, zobaczysz. Jutro już będziesz mogła iść do domu, pomogę ci ze wszystkim. Będę z tobą codziennie. Jak chcesz, to mogę z tobą zamieszkać, albo ty możesz z nami.- Nakręcał się.

Zaśmiałam się i powiedziałam:
-Dobrze, wszystko w swoim czasie.

-Ok. Może idź spać, bo pewnie jesteś osłabiona.- Troszczył się o mnie.

-A położysz się koło mnie?- Zrobiłam minę zbitego psa.

-Pewnie.- Położył się kolo mnie i mnie przytulił.

Szybko odpłynęłam w objęcia Morfeusza…
Śniła mi się przyszłość, którą kiedyś sobie wyobrażałam. Byliśmy juz dorośli(Ja i Austin) i mieliśmy dzieci. Trójkę, dwie dziewczynki i jednego chłopac. Przyjechaliśmy do naszych rodziców. NAsi rodzice, ja, Austin, Nicole, prawdopodobnie jej mąż, jej dzieci, nasze dzieci i jeszcze Rosalie z chłopakiem. Rozmawialiśmy, było cudownie. Kiedy się obudziłam, do moich oczu zaczęły napływać łzy. Nigdy juz tak nie będzie…

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Czeeeść Kochani!
Wreszcie pierwszy post od miesiąca!!! Mam nadzieję, że się Wam spodoba, choć jak dla mnie to trochę badziewie… No, ale ocenę zostawiam w waszych rękach. Jak widzicie Auslly przyszło razem ze mną. Co myślicie? Co się stanie z Ally? Przecież ona jeszcze nie jest pełnoletnia! Dobra… Nie męczę Was już! PISZCIE KOMENTARZE!

By Bloggie :D

 

ROZDZIAŁY BĘDĄ DODAWANE CO 2 TYGODNIE! PÓŹNIEJ NORMALNIE ^_^

UWAGA!

  • Napisane 28 lutego 2014 o 21:32

UWAGA!

Oficjalnie informuje, że robię przerwę w blogowaniu!

Przerwa będzie trwała miesiąc!

W tym czasie napisze parę rozdziałów i nie będe musiała się martwić, ze będziecie na mnie źli. Wiem, ze obiecałam, ale nie wyrabiam już. 

Przerwa będzie trwać od 01.03.2014 do 01.04.2014!

Nie bądźcie na mnie źli, po prostu już nie daje rady

Bloggie :(

Ich….już…nie…ma.

  • Napisane 14 lutego 2014 o 23:29

 

Minęło pare dni od tego kiedy Allyson zcisnęła moją rękę. Byłem taki szczęśliwy, wtedy pierwszy raz uwierzyłem w to, że ona się wybudzi. Siedziałem tam przy niej i „usychałem”, usychałem jak kwiat, kóry nie ma wody. To może dziwne prównanie, ale ja jestem kwiatem, a ona jest moją wodą. Wodą bez której nie mogę żyć. Jaki ja byłem głupi, ze jej wtedy tego nie powiedziałem. Nie pwoeidziałem jej, że jest dla mnie jak powietrze, bez którego nie mogę żyć. Ja ja kocham, a byłem takim debilem i wszystko spieprzyłem. Najpierw chodziłem z Jose, później nic nie było, wreszcie jakoś się zaczęlismy do siebie zblirząc to musiało to przyjść. Ja juz nie chcę, nie chce tak dalej żyć. Za dwa tygodnie zaczyna sie szkoła (W opowiadaniu maja 3 tyg. ferii.- Bloggie :D) i tak nie chodziłem chyba z 3 tygodnie, wciąz siedziałem przy niej. Z moich oczy zaczęły płynąć łzy. Siedziałem na krześle koło jej łóżka i płakałem. Ściskałem jej rękę i wciąż powtarzałem:

-Ally, jesteś dla mnie jak powietrze, bez którego umieram. Tylko ty mnie rozumiesz. Jestes mi potrzebna, j….ja cię kocham.- Wtedy podniosłem głowe. Zobaczyłem jak na mnie patrzy i sie uśmiecha.- Ally ty żyjesz!-Rzuciłem sie na nią.zeg

-Dlaczego miałabym nie żyć?- Spytała zachrypniętym głosem.

Ja zaśmiałem się i zacząłem sie do niej zblirzać. Wtedy się obudziłem! Zerwałem sie na równe nogi.

-CO? To był tylko sen? Nieee…- Załamałem się.

Była godzina 5 rano, było wciąż ciemno, w końcu mamy jeszcze zimę. Wyjrzałem przez okno, było ciemno, śnieg świeciło tylko pare lamp, a śnieg odbijał ich światło. Westchnąłem i usiadłem koło łóżka Ally. rozmyślałem o moim snie kiedy mój telefon zaczął wibrować. Dostałem sms’a od mamy Ally: Cześć Austin, przepraszam, że cię budzę, ale razem z twoimi musimy wyjechac na parę dni, żeby załatwić parę spraw. Nie gniewaj się, ale musimy.

Taaa, świetnie! Rodzice zostawili mnie i ją, ona powoli mnie opuszcza. Nie chcę już żyć! Wstałem i zacząłem nerwowo chodzic po sali.

-Aaaaaa!- Zacząłem krzyczeć.Załąmany usiadłem w kącie sali i czekałem.

„Wyrywałem” sobie włosy z głowy, byłem wkurzony. Denerwowało mnie wszystko! Moi rodzice gdzieś pojechali, ona umiera, a ja nie mogłem z tym nic zrobić.

-Boże, jesli jesteś to pomóż jej. Ja nie potrafię bez niej żyć, albo zabierz mnie zamiast jej. – Nerwy puściły, a z moich oczy zaczęły cieknąć łzy.

Byłem już na skraju moich sił,. „Jeszcze pare dni, a na prawde odbiore sobie życie.”- Pomyślałem. Wyczerpany usnąłem.

Obudził mnie dźwięk otwieranych drzwi. Szybko sie poderwałem. Do sali wszedł Will. „Dzięki Bogu.”- Pomyślałem.

-Cześć stary, co tam?- Uśmiechnął się i uścisnął mi dłoń.

-Do dupy, rodzice Ally i moi pojechali gdzieś. K**wa, wszystko sie zje**ło.- Schowałem twarz w dłoniach.

-Ej, nie łąm się. Będzie dobrze.- Poklepał mnie po plecach.

-Jesteś tu sam?- Spytałem.

-Nie, Caroline rozmawia z lekarzem.

-Aha.- Westchnąłem.

Za chwile w sali pojawiła się moja siostra, przywitałem sie z nią i wtedy zapadła niezręczna cisza. Nikt sie nie odzywał, tępo patrzyliśmy na Ally. Nikt nie wiedział co powiedzieć. W końcu się odezwałem:

-Co tam w domu, u Rosalie?

-Jest dobrze, młoda sobie radzi. Strasznie tęskni za Ally.- Caroline sie uśmiechnęła.

-Dziś rano rodzice pisali mi, że wyjeżdżają.- Oznajmiłem.

-No, pojechali rano. Nie mówili mi kiedy wracają.

-Taaa, fajnie.- Powiedziałem z sarkazmem.

Nikt sie już później nie odezwał. Znowu ta cisza, słychać było tylko pikanie maszyn do których była podłączona Allyson.

Will i Nicole wyszli po pół godzinie znów zostałem sam. Siedziałem w sali i czekałem na Ally. Wreszcie podeszłem do niej i powiedziałem:

-Jeśli mni ekochasz to sie teraz obudź.- Wtedy otworzyła oczy.- Ally!

Rzyciłem się na nią i zacząłem przytulać. Byłem taki szczęśliwy!

-Ally, ty zyjesz! Nawet nie wesz jak mi cię brakowało. Potrzebuje cię, nigdy więcej tak nie rób!- Zakazałem jej.

On lekko przerażona zaśmiała się, przytuliła mnie i szepnęłą mi do ucha:

-Parzepraszam, że tyle czasu musiałeś przeze mnia cierpieć.

-To juz nieważne. Ważne, że już ze mną jesteś.- Pocałowałem ją w policzek.

Cały czas rozmawialiśmy, śmialismy się itp. Nie zwracalismy uwagi na to, że Ally była w śpiączce. Liczyła się teraźniejszość, liczylismy się my. Po jakiejś godzinie rozmowy postanowiłem zebrac się w sobie i uklęknąłem. Ally zmarszczyłą brwi i spytała:

-Mogę wiedzieć co ty robisz?

-Ally. Wiem, ze to nie jest najodpowiedniejszy moment, ale chcę ci cos powiedzieć. Kocham cię. Kocham cie od pierwszego dnia kiedy cie poznałem. Do tej pory nie moge sobie przebaczyć jakim byłem idiotą, że ci tego wcześniej nie powiedziałem. Tak bardzo cię kocham, nie moge bez ciebie żyć. Jestes moim światem, wszystkim co sprawia, że moje życie jest piękne.-Oczy Ally się zaszkliły.- Czy zostaniesz moją dziewczyną? Oczywiście jeśli się nie zgodzisz, to zrozumiem…

-Tak.- Wyszeptałą i przyciągnęła mnie do siebie.

Wreszcie to zrobiłem! Powiedziałęm jej co czuję i POCAŁOWAŁEM JĄ! Całowaliśmy się namiętnie. Czyli od teraz była MOJĄ dziewczyną? Moją. Jak to pięknie brzmi. Ahhhh Skończyliśmy sie całować dopiero wtedy, kiedy ktoś wszedł do sali. Był to lekarz, jego mina była bezcenna.

-O pani Dawson sie już obudziła? Czemu pan nie powiedział?- Jezuuuuuu, co za debil.- Dobra, nieważne. Witamy panią z powrotem. Jak się pani czuję?

-W miare dobrze, ale tak jakby nie czuję nóg.

-Jak to?- Lekarz podszedł i puknął ją w stopę.- Poczuła pani to?

-Nie.- Zaprzeczyła.

-Cóż, prawdopodobnie straciła pani włądzę w nogach, ale to nie jest jeszcze pewne. Zrobimy pare badań i wszystkiego sie dowiemy.- Lekarz zabrał kartę i wyszedł.

-Że co?- Spytałem.

-Czyli, że moge juz nigdy nie stanąć na nogi?- Spytała szeptem.

-Przecież słyszałąś, że jeszcze nic nie wiadomo. Na razie się tym nie przejmuj, będzie dobrze.- Przytuliłem ją.

Nie było nam danę pogadac długo, bo musiałem iść do toalety. Oczywiście przeprosiłem Ally i wyszedłem. Kiedy wychodziłem z toalety zaczepił mnie lekarz.

-Przepraszam panie Moon.

-Tak?- Zwróciłem się do niego.

-Musze coś panu powiedzieć. Pana rodzicę i rodzice pani Dawson doznali dzisiaj wypadku.- Widac było, że ledwo mu to przez gardło przechodziło.

-Co? Jak to? Żyją?- Zamarłem.

-Niestety zmarli na miejscu…

-Co? Ale jak?- Powoli zsunąłem się po ścianie.

-Niestety zmarli na miejscu. Bardzo mi przykro… Powiadomiliśmy juz pana rodzinę. Bardzo przepraszam, ale musze iść do innych pacjentów.

Siedziałem tak i nie mogłem przyjąć tego do wiadomości. Nie ma ich…… Nie mam juz rodziców. Jestem sierotą… Jak ja to powiem Ally. Wstałem i ruszyłem w strone sali. Zobaczyłem tam zamyśloną sztynkę, która wpatrywała sie w swoje stopy i prawdopodobnie próbowała nimi poruszyć, ale na próżno. Nie mogłem tego z siebie wydusić. W końcu powiedziałem tępe słowa:

-Ally, nasi rodzice. Ich……już….nie…..ma…

 

C.d.n.

_______________________________________________

Zabijcie mnie! Zlynchujcie!( Tak móię ja!) Strasznie przepraszam, że tak długo nie było rozdziału!!!!! Jesteście na prawdę kochani, ze tak cierpliwie czekacie na dalszą akcje. Jak widzicie blog nie ma się ku końcowi i na pewno szybko nie będzie miał. Tak w ogóle to stwierdziłyśmy z Kasią, ze na razie tylko ja bede pisac rozdziały, bo nie mamy kiedy pisac ich razem. Po prostu nie mamy jak się zebrać. Jeszcze raz strasznie przepraszam i mam nadzieję, że się nie gniewacie.

Bloggie :D

PS: Przepraszam za wszelką ortografię, ale nie miałam już czasu na poprawianie. Przepraszam, więcej się to nie powtórzy!

 

Przyrzekam!

  • Napisane 28 stycznia 2014 o 16:08

Narrator:
Minęły dwa tygodnie, a Ally sie nie wybudzała. Austin siedział w szpitalu i nie odstępował jej na krok. Przejdźmy do teraźniejszości. Początek ferii zimowych.

‚Oczami Austina’:

Właśnie wróciłem ze szpitalnego bufetu. Ally jeszcze sie nie obudziła. Zamknąłem na moment drzwi od sali na klucz i szybko sie przebralem. Otworzyłem drzwi, sam usiadłem na parapecie przy oknie. Do sali weszła mama Ally. Poderwałem sie z parapetu i podszedłem do niej.

-Austin może pójdziesz do domu, odpoczniesz?-Zapytała z troska.

-Nie, wole przy niej zostać.

-No dobrze. Przyniosłam ci czyste ubrania i jedzenie od twojej mamy. Zabiorę brudne ubrania do prania, dobrze?

-Jasne.-Podałem pani Dawson ubrania.

Sam odebrałem od niej rzeczy. Bardzo mnie wspierałam.

-Austin, nie martw się. Obudzi sie. Zobaczysz.

-Mysli pani??

-Tak, na pewno.-Posiedziała jeszcze chwile i ze mna pogadała.

Siedziałem tak i siedziałem, czekałem aż ona się obudzi. Czekałem na sens mojego zycia, czekałem na to, zeby znów móc normalnie żyć. Nigdy nie wyrzuce z pamięci tego zdarzenia. Najgorszy jest ten ból, że ona może sie juz więcej nie obudzić. Nie zobaczę juz tych pięknych oczu, tego uśmiechu jak anioła, nie zobaczę niczego co mogłoby mi daś siłę. Siedziałem tak przy niej i rozmyślałem, kiedy usłyszałem jak ktoś otwiera drzwi. Odwróciłem się i był to jakiś chłopak. Nie zanałem go w ogóle, nawet nie kojarzyłem jego twarzy. Może mam już zwidy. Wtedy się odezwał:

-Cześć jestem William, w skrócie Will. Jestem chłopakiem twojej siostry, kazała mi tutaj przyjść i z toba pogadać, bo stwierdziłą, ze przyda ci się męska rozmowa.- Podał mi rękę.

-Cześć. Nawet nie wiedziałem, że moja siostra ma chłopaka. Fajnie, jestem Austin.- Odwzajemniłem jego gest.

-Jestesmy ze soba dość krótko, tylko miesiąc

-Aha, może chcesz ciasta?? Mama mojej Ally przyniosła.

-Nie dzięki. Bardzo za nią tęsknisz??

-Tak, ja… Od dłuższego czasu sie w niej bujam.

-Aa, i trafiliśmy w sedno. Ona się obudzi.

-Nie ma pewności.

-Ważne chyba ze jest…

-Że jest tylko 50 % szans na wybudzenie.
-Na prawdę współczuje.

-Dzięki, j..ja nie wiem co zrobię kiedy sią nie wybudzi. Ona jest dla mnie całym światem, ja nie mogę jej stracić.

-Nie martw się, wszystko będzie dobrze. Teraz trzeba myśleć w dobrych kategoriach. Kiedy ty ostatnio wychodziłeś z tego szpitala, albo kiedy ostatni raz ktos tu do ciebie przyszedł spoza twojej i jej rodziny?- Spytał.

-Nie wiem, nawet nie pamiętam. Arthur był chyba dwa dni temu, Jose przychodzi codziennie, a reszta…. reszta ma ją gdzieś.

- Posmutniałem.

-Słuchaj, ja wiem, że ci na niej zależy,ale musisz wyjść.

-Przyznaj się, że moja siostra kazała ci mnie przyprowadzić do domu.

-No, ale chodź. ona na prawdę się o ciebie martwi. Właśnie teraz robi obiad. Chodź, zjesz coś ciepłego.- Zachęcał mnie.

-Dobra, ale zjem i wracam z powrotem.

Za namowa Willa poszedłem ma obiad. W domu jak mnie zobaczyli zaczęli mnie przytulać. Rose aż wskoczyła mi na ręce, wszedłem do kuchni i co chwila patrzyłem na zegarek, niecierpliwiłem się. Chcialem być już przy Ally. Szybko pożarłem obiad i z powrotem wróciłem do szpitala. Akurat była Jose z Arthurem.

-Hej, od jak dawna jesteście??

-Od kilku minut, gdzie byłeś??

-Zapytał Arthur

-Zaciągnięto mnie na obiad.

-Aha, jak ona sie czuję??-Zapytała Jose

-Bez poprawy. Jest jak było.

-Ona może…-Nie dałem jej dokończyć,

-Tak, ale nie myśl o tym!-Rozkazałem.

Usiadłem na moim parapecie. Jak zwykle. Mam tam jakby łóżko bo jest rozłożona gombka, gruba kołdra poduszka i koc.

-Austin musisz sie rozerwać.

-Nie! Ona tu umiera a ja mam sie bawic?! Chyba cie posralo!

-Hej, spokojnie.-Uspokoiła mnie Jose-Arthur chciał dobrze.

-Wiem, przepraszam,

-Spoko. Rozumiem.

-Ciesze się że przyszliście.-Uśmiechnąłem się do nich.

-Możesz na nas liczyć.-Oni odwzajemnili mój gest.

Posiedzieli jeszcze chwilę i poszli. I znów to samo, nikt sie do mnie nie odzywał. Boże, jak ja nienawidzę czegoć takiego. Klęknąłem przy łóżku Ally i mówiłem:

-Ally, jeśli teraz mnie słyszysz to wiedz, że cię kocham. Wiedz, że nie mogę bez ciebie żyć, że nie dam rady już tak dalej. Chcę zobaczyć jak się uśmiechasz.- W tym momencie ona się uśmiechnęła.- Ally, słyszysz mnie?

Ona nie odpowiadała.Zrezygnowany usiadłem na krześle i czekałem, czekałem aż się obudzi.

Oczami Ally:

Usłyszałam to co mówi do mnie Austin. Było mi go szkoda, słyszalam każde ich rozmowy. Austin złapał mnie za rękę. Postarałam się ja ścisnąć. Udało mi się jednak na nic więcej nie byłam wstanie.

Oczami Austina:

Ona ścisnęła moja rękę. Słyszy mnie. Byłem w siódmym niebie. Wtedy uwierzyłem w to, że ona się obudzi.  Kocham ja z całego serca i kiedy tylko sie obudzi powiem jej co do niej czuję. Przyrzekam!
_______________________________
No i jest! Wreszcie, przepraszam za wszelkie błędy, ale nie miałam  czasu sprawdzić. Nie robiłam tez kolryzacji. Przepraszam.

Bloggie i Kasia :D

Nuda w XXI wieku!

  • Napisane 23 stycznia 2014 o 15:55

Ludzie!!! Jak ja się nudzę! Stwierdziłam, że policzę wszystkie rozdziały na blogu. Trzymajcie za mnie kciuki, żebym się nie pogubiła.
A to dowód mojej ostatniej nudy:

Wiem, trochę nie ostre, z góry przepraszam! Przepraszam Was, że zanudzam, ale już na prawdę nie mam co robić.
Macie jakiś pomysły na nudę?
Piosenki, których słucham:

 

Bloggie :D